sobota, 24 maja 2008
Yes, Yes, Yes - bilet na EURO odebrany
Mimo ogromnego chaosu związanego z dystrybucją biletów na mecze EURO'2008 i pewnych obaw zwiazanymi z ewentualnymi komplikacjami przy odbiorze biletów (jak to miewało miejsce już nieraz wcześniej), wściekłość związana z niekompetencją PZPN-u, firmy kupbilet.pl poszła natychmiast w niepamięć w momencie gdy przepustka na mecz Polska-Niemcy znalazła się w mych rękach. Ogromna radość faktem posiadania bezcennego towaru skutecznie przyćmiła fakt zapłacenia 30 zł za niezrealizowaną przesyłkę, jak również dodatkowe koszty związane z koniecznością dojazdu - myślę, że wiekszości kibiców, którzy odebrali bilety, już nie w głowie sądne dążenia zwrócenia pieniędzy za przesyłkę kurierską. Konieczność dojechacnia prawie 80 km do Katowic w celu odbioru biletów była niespecjalnie przyjemnym obowiązkiem, jednakże świadomość znaczenia przesyłki, którą należało odebrać, okazała się być tak silna, że przymusowy wyjazd zamienił się w znacznie przyjemniejszy powrót. Samo położenie siedziby firmy kurierskiej "Siódemka" w Katowicach wzbudziło niemałe zdziwienie - siedziba firmy znajduje się aż ok. 10 km od centrum Katowic, a samo odnalezienie ulicy Jankiego też okazało się być niemałym wyzwaniem. Jeszcze większe zaskoczenie wzbudziła sama siedziba firmy - budynek w pierwszym odruchu skojarzył mi się z jakąś poradziecką kwaterą. Po wejściu do budynku wrażenia były o wiele lepsze - pierwszym pozytywnym zaskoczeniem był brak większej kolejki, czego się bardzo obawiałem. Nawet fakt, że czynne było jedno okienko klientów nie był specjalnie odczuwalny - wydawanie biletów przebiegało nadzwyczaj sprawnie. Weryfikacja danych z użyciem dowodou tożsamości okazała się nie być niczym strasznym - sama obsługa też była bardzo miła. No i zgodnie z moimi oczekiwaniami, procedura wydawania biletów cieszyła się zainteresowaniem mediów, zwłaszcza telewizji TVN24. Szczęśliwie się złożyło, że kamera mnie uchwyciła, dzięki czemu byłem widoczny w materiale wyemitowanym w wieczornych "Faktach". Próby uzasadnienia przyczyn niedoręcznia biletów z obiecaną wcześniej przesyłką kurierską przez PZPN są po prostu śmieszne. Szczegółową weryfikację odbiorcy mógł z powodzeniem przeprowadzić kurier - wystarczył przecież do tego dowód osobisty. Wytłumaczenie pana Koźmińskiego, że chciano w ten sposób wyłapać nieuczciwe osoby jest akurat zrozumiała, tylko dlaczego mają cierpieć również uczciwe osoby? - weryfikacji należało poddać jedynie osoby, które wylosowały więcej biletów niż przewidywał regulamin. Najzabawniej zabrzmiały zaś wytłumaczenia mówiące o możliwości pobicia i napadów na kurierów - przecież kurierzy na co dzień dostarczają wiele różnych cennych przesyłek, jak chociażby umowy bankowe czy też zakupione telefony komórkowe drogą internetową. Afera z dystrybucją biletów pokazuje, że w Polsce jest wszystko możliwe, a winnego nie można znaleźć, a w tym przypadku wina jest głównie przerzucana na kibiców. Nie mniej jestem szczęśliwy z faktu posiadania biletu na mecz Polska-Niemcy i nieprzyjemny fakt sposobu odbioru biletu nie zmąci faktu niezapomnianych emocji i cudownej zabawy, jaka czeka mnie i resztę "szczęśliwców" za niewiele ponad dwa tygodnie w Klagenfurcie. I wierzę, że to za sprawą piłkarzy, znowu będę mógł powiedzieć, że "Polska to brzmi dumnie".
piątek, 23 maja 2008
Irańskie groźby vs. rosyjskie groźby
W ostatnich latach światowa opinia publiczna z przerażeniem odnotowywała groźby irańskiego prezydenta wobec Izraela, wzywające do wymazania z mapy świata państwa żydowskiego. Jednakże Izrael nie jest jedynym krajem, któremu często w ostatnich latach grożono - w podobnej sytuacji niejednokrotnie znalazła się ... Polska, jednakże groźby te nie miały zbyt szerokiego echa. Rosjanie w ostatnim czasie nam nieraz wygrażali, ale za bardzo nikt się tym nie przejął (mnie osobiście to też jakoś nie poruszyło). Skoro te groźby wobec Polski wystosowywał głównie niejaki Dmitrij Rogozin, to się nie ma co dziwić, że te pogróżki przyjęto mało poważnie - to jest taki odpowiednik rosyjskiego naszego posła Palikota. Po prostu Ci dwaj panowie są traktowani mało poważnie. Czy groźby Rosji wobec Polski można porównywać do gróźb Iranu wobec Izraela? Ciężko jest znaleźć wspólny mianownik, a o wiele łatwiej różnice. Pierwszą różnicą widoczną między naszym krajem a Izraelem jest bez wątpienia poczucie narodowości. Polski naród stał się narodem dosyć "rozpieszczonym" - poza wielkimi imprezami sportowymi poczucie polskości wśród naszych rodaków zanika. Łatwość podróżowania po Europie, a zwłaszcza brak realnego zagrożenia dla naszego kraju powoduje, że Polacy żyją sobie głównie swoim życiem, a nie tym co się dzieje wokół naszego kraju. Polacy i Żydzi nie są zbyt lubianymi narodami na świecie, ale jednakże nastroje antysemickie są nieporównywalnie większe niż antypolskie nastawienie w wielu krajach świata. Poczucie strachu bez wątpienia jest inne w Polsce niż w Izraelu. Niby obydwa narody bardzo dotkliwie odczuły skutki II wojny światowej, my Polacy cierpieliśmy z powodu komunizmu, a Izrael niemalże od początku proklamowania niepodległości był nękany różnymi atakami terrorystycznymi. Komunizm był złym systemem, opozycjoniści byli prześladowani, prawa demokracji jeśli już istniały, to tylko w ograniczonym stopniu. I co z tego, że komunizm był zły, skoro tak miło jest wspominany przez wiele osób w średnim lub starszym wieku - bo była praca, pięniążków też tak bardzo nie brakowało, niemalże nie istniała drobna przestępczość. Ludziom to się jednak podobało. A my z kolei młodzi ludzie tak naprawdę wychowaliśmy się już praktycznie w kraju demokratycznym, pozbawionym represji, stanu wojennego, realnych gróźb wojennych. Obecnie nam wojna na szczęście jest pojęciem nieznanym. Izrael ma gorzej - jeszcze parę lat temu nękany był licznymi krwawymi zamachami przeprowadzanymi przez Hamas oraz inne palestyńskie organizacje fundamentalistyczne. Do dzisiaj co chwilę jakieś palestyńskie rakiety lądują na terytorium Izraela. Przecież ostatnia kampania wojsk izraelskich wymierzona przeciwko Hezbollahowi na terenie Libanu pokazała wyraźnie jak wielkie jest poczucie strachu w narodzie żydowskim - w wyniku odwetowego ostrzału rakietowego, przeprowadzonego przez Hezbollah setki tysięcy Izraelczyków uciekało z terenów, znajdujących się w rażeniu szyickich rakiet. A dobrze wiadomo, kto sponsoruje organizacje typu Hezbollah czy Hamas. A niestety ideologia Hamasu jest w bardzo dużym stopniu zbieżna do tego co mówi Ahmadineżad - zarówno palestyńska organizacji oraz irański prezydent nie uznają państwa Izrael oraz wzywają do wymazania państwa żydowskiego z mapy świata. Do czego jest zdolny Hamas to już niejednokrotnie udowodnił. Iran narazie na szczęście nie przeszedł od "słów do czynów", ale nie dziwię się, że Izrael się panicznie boi wizji atomowego Iranu. Taką okrutną konkluzję można wyciągnąć, że dopóki w Polsce nie wybuchnie jakaś "bombka", to strach przed wojną czy wrogiem będzie nam pojęciem znanym głównie z telewizji czy też z opowieści naszych dziadków. I wypada się tylko cieszyć, że polski naród nękany przez stulecia wojnami jest obecnie krajem wolnym od konfliktów oraz wojen. Groźby Rosji pozostaną groźbami, i ewentualnie jedynie co możemy się spodziewać to wojny ekonomicznej,a Rosjanie mają mocne atuty "w rękawie" - bez ich dostaw ropy naftowej czy gazu ziemnego daleko nie zajedziemy. A ewentualny rosyjski atak na instalacje tarczy antyrakietowej, które być może znajdą się na terytorium Polski to typowy straszak - tarcza na pewno zwiększy zagrożenie ataku na Polskę, ale głównie ze strony państw nieprzewidywalnych.
środa, 21 maja 2008
"Zalety" i wady posiadania broni atomowej przez Iran
W ramach napięcia wokół irańskiego programu nuklearnego pojawia się pytanie jak groźna może być bron atomowa w rękach ajatollahów. Otóż okazuje się, że oprócz oczywistego zagrożenia, można wyróżnić pewne pozytywne aspekty, odnoszące się do tej kwestii. Warto zauważyć, że swoista równowaga sił, jeśli chodzi o posiadanie broni nuklearnej, niekoniecznie jest aż taka groźna. Wiele nie brakowało w przeszłości, aby doszło do wojny nuklearnej między Zachodem a Związkiem Radzieckim, jednakże wzajemne poczucie strachu, respekt wobec wroga nie doprowadził nigdy do wybuchu wojny atomowej. Przecież gdy Indie i Pakistan niemalże w tym samym czasie weszły w posiadanie broni nuklearnej, to wydawało się, że to tylko kwestia czasu, gdy oba narody wzajemnie się wymordują. A nic takiego nie miało miejsca, aczkolwiek wojna indyjsko-pakistańska na przełomie 2001 i 2002 roku "wisiała na włosku" - świadomość tego czym grozi taki konflikt bez dwóch zdań zapobiegła otwartemu konfliktowi zbrojnemu. Mocarstwa atomowe mają świadomość wzajemnego wyniszczenia się w przypadku konfliktu zbrojnego, dlatego uwaga, że ewentualna irańska broń atomowa może byc tylko straszakiem ma sens - w moim mniemaniu będziemy mieli co najwyżej nową "Zimną Wojnę" oraz wyścig zbrojeń. Tylko, że właśnie wyścig zbrojeń może się okazać najbardziej zabójczy dla światowego bezpieczeństwa, gdyż w przypadku uzyskania broni atomowej przez ajatollahów, po "atomówkę" ruszy większość państw arabskich - wzajemna niechęć sunnitów i szyitów, czy też Arabów oraz Persów ma tak głębokie korzenie, że konflikt izraelsko-palestyński czy też animozje Izraela z róznymi innymi krajami muzułmanskimi można by traktować niczym "igłę w stogu siana". Otwarty konflikt irańsko-izraelski, przy założeniu, że oba kraje będą mocarstawami atomowymi wydaje się być bardzo mało prawdopodobny - jednakże niestabilność rządów w wielu krajach Bliskiego Wschodu może okazać się przysłowiowym "gwoździem do trumny", gdy kraje arabskie zaczną prowadzić swe własne wojskowe programy nuklearne. A Al-Kaida tylko marzy o takim scenariuszu. Broń atomowa gwarantuje również nietykalność. Mocarstwo atomowe praktycznie nie musi się obawiać ataku z zewnątrz, patrząc z wojskowego punktu widzenia. Bron atomowa gwarantuje również spokojny polityczny byt różnym reżimom - nikt nie "ruszy palcem" aby odpowiedzieć na ewentualne krwawe stłumienie wystąpień społeczeństwa. Ba, można się dalej posunąć - potencjalny wróg będzie się wręcz modlił o to, zeby wrogi reżim nie został obalony, gdyż utrata kontroli przez władze nad własnym krajem oznacza również utratę kontroli nad bronią atomową, która wtedy może się dostać w niepowołane ręce, czyli np. w ręce panów w krawacikach pracujących dla organizacji pod szyldem Al-Kaida. Amerykanie, tzw. "nosiciele demokracji" niejednokrotnie już udowodnili, że są tzw. dobre i złe dyktatury. I co ciekawsze, odkąd Korea Północna weszła w posiadanie broni atomowej, to nagle okazało się, że prowadzenie negocjacji amerykańsko-północnokoreańskich jest możliwe, aczkolwiek wcześniej wydawało się to być "mission impossible". Tylko, że Amerykanie i Iran nie siądą do stołu rozmów, bo duma oraz wzajemne uprzedzenia na to nie pozwalają, a za parę lat się okażę się będa ze sobą rozmawiać, tylko dlatego, że ajatollahowie będą mieli w swych arsenałach najbardziej śmiercionośną broń. Z drugiej strony nie należy też wszystkiego zwalać na Iran, bo bardzo dużo winni obecnemu napięciu wobec Iranu są rownież sami Amerykanie, a w zasadzie ich nieudolna polityka na Bliskim Wschodzie oraz imperialistyczne zapędy - poczucie wyższości, bytu "jedynym supermocarstwem" Amerykanów wyraźnie zgubiło. Myślenie władz amerykanskich, że to co amerykańskie jest najlepsze jest typowym przejawem samouwielbienia - pomysł wprowadzenia demokracji w krajach arabskich był i jest słuszną tendencją, jednakże demokracja wzorem tej amerykanskiej jest nie do przyjęcia w krajach muzułmańskich - zupełnie inna kultura, tradycja czy też przyzwyczajenia (nawet demokracja europejska jest w wielu punktach rozbieżna w stosunku do demokracji po amerykansku). Introwersja amerykańskich władz oraz wojskowych jest głównym powodem, dlaczego Amerykanie przegrali najefektowniej wygraną wojnę w historii - mam na myśli dokładnie wojnę z reżimem Saddama Husajna. A wracając do kwestii irańskiej - jakkolwiek potoczą się dalsze wydarzenia wokól Teheranu, jednego można być pewnym: na arenie międzynarodowej pojawił się nowy potężny gracz, jakim są ajatollahowie. I nawet najpotężniejsze amerykańskie czy izraelskie bombardowania iranskich instalacji nuklearnych czy wojskowych nie zmieni tego faktu. Sukces Iranu jest tak naprawdę możliwy dzięki nieudolnej amerykanskiej polityce - zaatakowanie "Bogu winnego" Iraku za rządów Saddama Husajna, całkowicie "zamydliło" oczy Amerykanów, jeśli chodzi o iranskie dążenia mocarstwowe. A konluzją do mojej wypowiedzi niech będzie następujące stwierdzenie: "Największym beneficjentem chaosu wywołanego przez wojnę i okupację Iraku nie jest administracja Busha lecz Iran." Afera z dostarczeniem biletów na EURO'2008
Po wielu problemach i kontrowersjach związanych z zamawianiem biletów na mecze Polaków, które będą rozegrane w czerwcu w ramach rozgrywek piłkarskich Mistrzostw Europy na boiska Austrii i Szwajcarii, zanosi się na nowy skandal, tym razem związany z dystrybucją biletów. Sprawa ta dotyka mnie szczególnie, gdyż jestem w gronie tych nielicznych szczęśliwców, którym udało się wylosować bilet na mecz Polska - Niemcy. Po wylosowaniu biletu, każdy szczęśliwiec musiał wraz z biletem uiścić opłatę w wysokości 30 zł za przesyłkę kurierską biletu. Sam koszt przesyłki jest stosunkowo wysoki, jednakże nikt specjalnie się tym faktem nie przejmował. Niestety okazuje się, że owa przesyłka kurierska jest tak naprawdę fikcją, gdyż jak poinformowała firma kupbilet.pl w e-mailu, bilet należy odebrać osobiście w najbliższym wskazanym oddziale firmy kurierskiej. Od razu nasuwa się pytanie - czy tak w Polsce wyglądają przesyłki kurierskie? I kolejne pytanie nasuwa się na myśl - czy zostaną zwrócone koszty przesyłki, za którą uiściło się opłatę, a tak naprawdę przesyłka nie doszła do skutku? A niesmaku dodaje fakt, że trzeba wyłożyć kolejne pieniądze, związane z koniecznością dojazdu, aby móc odebrać bilet, a sam koszt niekoniecznie jest taki mały - w moim przypadku najbliższa filia firmy kurierskiej znajduje się w położonych o 80 kilometrów od mojego zamieszkania w Katowicach (koszt przejazdu samochodem około 50 zł). Takie paradoksy są tylko możliwe w Polsce. Aż strach pomyśleć czy aby na pewno nie pojawią się kolejne komplikacje związane z odbiorem biletu. Mam nadzieję, że wszystko dalej pójdzie bez kłopotu, i będę mógł wraz z innymi kibicami żywiołowo dopingować polską reprezentację w Klagenfurcie. Szokujące nagranie wideo z trzesięnia ziemi w Chinach
W ostatnich tygodniach byliśmy świadkami dwóch wielkich kataklizmów, jakie nawiedziły Azję Południową-Wschodnią. Na początku maja śmiercionośny cyklon "Nargis" pozbawił życia co najmniej 77 tys. osób w Birmie. W zeszłym tygodniu potężne trzesięnie ziemi nawiedziło Chiny, w wyniku którego zginęło co najmniej 32 osób. "Matka natura" po raz kolejny dobitnie pokazała, że nie ma z nią żartów. Niestety "cieplarniania" polityka najpotężniejszych państw powoduje, że będziemy świadkami coraz częstszych podobnych dramatów. W tydzień po tragicznym trzęsieniu ziemi w Chinach, świat obiegło tragiczne amatorskie nagranie, zrobione bezpośredniu w centrum zdarzenia. Dramatyczne zdjęcia pochodzą z miasta Beiczuan w prowincji Syczuan. Po wciąż drgającej ulicy biegną zdesperowani ratownicy. Ich celem jest teatr, a właściwie to, co z niego zostało. Kiedy rozpoczęło się trzęsienie ziemi, w budynku dzieci odgrywały przedstawienie. Niektóre z nich zostały uwięzione pod gruzami. Na nagraniu wideo widać, jak wśród wstrząsów wtórnych ratownicy próbują je wydobyć i wyprowadzić na zewnątrz. Kolejne ujęcie pokazuje dwie dziewczynki, których nogi zostały przygniecione fragmentem ściany, a biegający wokół bezradni ludzie nie mogą im pomóc. Z pomocą przychodzą im dopiero ratownicy. W innym miejscu widzimy trzech chłopców wołających o pomoc ze szkolnego balkonu. Jeden z nich krzyczy, że w budynku znajduje się więcej dzieci, a wszystkie drzwi są zniszczone, więc nie mogą wyjść. Zebrani podejmują desperacką akcję ratunkową - z uwagi na brak jakiegokolwiek sprzętu, wyrywają kosz do koszykówki, aby po nim dostać się do uwięzionych. Niektórzy widoczni na nagraniu ludzie są w zupełnym szoku. Nie docierają do nich ostrzeżenia i wskazówki udzielane przez ratowników. Inni zbierają się na trawnikach i otwartych przestrzeniach, czekając na pomoc. Są poturbowani, okaleczeni i zdezorientowani. Ostatnie tragedie, które miały miejsce w Chinach oraz w Birmie jak na ironię losu wydarzyły się w krajach, których przywódcy w ostatnim czasie dopuścili się ludobójstwa - w marcu chińskie wojskowe brutalnie rozprawiło się Lhasie z demonstrującymi Tybetańczykami, a we wrześniu ubiegłego roku birmańska junta wojskowa krwawo rozpętała demonstracje mnichów. Chciałoby się powiedzieć, że "sprawiedliwości stało się za dość", tylko dlaczego muszą ginąć niewinni ludzie, a represjoniści nie doznali poważniejszych urazów? Najbardziej smutny w tym wszystkim jest fakt, że birmańskie władze praktycznie nie zezwoliły na pomoc z zewnątrz, przez co wiele tysięcy osób zginie z powodu chorób, wycieńczenia oraz głodu - na szczęście Pekin w tej kwestii zachował się o wiele rozsądniej.
wtorek, 20 maja 2008
Irańsko-chińska przyjaźń zapobiegnie nowej wojnie na Bliskim Wschodzie?
Napięcie wokół irańskiego programu nuklearnego spędza "sen powiek" nie tylko władzom w Waszyngtonie czy w Tel-Aviwie, lecz również chińskim przywódcom. Dla szalenie dynamicznie rozwijającej się gospodarki chińskiej, potencjalny kryzys naftowy wywołany ewentualną amerykańską operacją lotniczą przeciwko irańskim obiektom nuklearnym, Chińczycy odczuliby jeszcze bardziej dotkliwie niż sami Amerykanie. Mało kto wie, ale Chiny miały podpisane (lub też były negocjowane) wielomiliardowe kontrakty z reżimem Saddama Husajna na eksploatację irackich żłóź naftowych przez chińskie przedsiębiorstwa (miały one dostarczać aż 13% zapotrzebowania na chińską ropę). Jednakże sankcje nałożono na Irak uniemożliwiały wprowadzenie tych umów w życie. Gdy Amerykanie przejęli kontrolę nad Irakiem, a sankcje wprowadzone na Irak zostały zniesione, to wtedy Chiny poniosły "klęskę", gdyż Amerykanie (w zasadzie iracki rząd tymczasowy, ale wiadomo, kto był ich patronem) unieważnili wszystkie umowy podpisane z reżimem Saddama Husajna. Chińczycy po prostu nie mogli sobie już dłużej pozwolić na ograniczanie importu ropy, więc musieli szukać nowy złóż ropy. I trafiło na Iran. Od kilku lat relacje chińsko-irańskie nabrały wyraźnego przyśpieszenia. Oto parę co ciekawszych przykładów: - Chiny podpisały umowę wartą 70 mld dolarów na import irańskiej ropy naftowej, stanowiące 15% zapotrzebowania na ropę naft. Oto co powiedział doradca rządu chińskiego nt. ambicji nuklearnych Iranu: "Nie jest naszym zmartwieniem to, czy Iran ma broń atomową czy nie. Amerykę może to obchodzi, ale Iran nie jest naszym sąsiadem. Każdy kto chce pomóc Chinom w rozwiązaniu problemów energetycznych, jest naszym przyjacielem". I nie ma się czemu dziwić, że Chiny nie zgadzają się na nałożenie poważnych sankcji ekonomicznych na Iran, gdyż nie moga sobie pozwolić na powrót do przeszłości, do kontaktów vis-a-vis Chiny-Irak Saddama Husajna. - Chinczycy podpisali kontrakt na budowę pierwszej linii metra w Teheranie (wartość kontraktu: ok. 1 mld USD) - podpisane zostały wielomilionowe umowy dotyczące ws. w przemyśle transportowym oraz energetycznym - Iran został na prośbę Chin przyłączony do sojuszu Shanghai Cooperative Organization (SCO). Taki swoisty odpowiednik naszego NATO, który tworzą oprócz Chin oraz Iranu również Rosja, Uzbekistan, Tadżykistan, Kazachstan i Kirgistan. Wiadomo jak takie sojusze działają, głównie przejawia się to w pomocy militarnej. I tak tez jest w przypadku Iranu - Chińczycy oraz Rosjanie dostarczyli Teheranowi nowoczesne systemy rakietowe, co bez wątpienia jest wielkim ciosem dla administracji Busha i jego ewnetualnych wojennych zapędów. Pocieszeniem dla Amerykanów może być fakt, że te systemy rakietowe, być nowoczesne, wcale nie są takie skuteczne, co udowodnił Izrael w zeszłym roku, wykorzystując pewną tajemniczą technologię. Na krótko przed tym, jak izraelskie myśliwce F-15 i F-16 zbombardowały syryjskie instalacje militarne i nuklearne, doszło do skoordynowanego cyberataku, który sparaliżował syryjski system obrony. Dzięki wykorzystanie tajnej amerykańskiej wojskowej Technologii Suter, syryjska obrona przeciwrakietowa, wykorzystująca nowoczesną rosyjską technologię, nie była w stanie zareagować na izraelski atak. Suter włamuje się do systemu obrony wroga, pozwalając na sprawdzenie z jakich czujników on korzysta podczas monitorowania terenu. Pozwala również na przejęcie funkcji administratora systemu, przejmując nad nim pełną kontrolę. W ten sposób może włączać i wyłączać odpowiednie systemy monitorujące – w taki sposób można sprawdzić, aby samolot stał się niewidzialny i wleciał na terytorium wroga. Dotychczas większość ewentualnych sporów nt. możliwości agresji na dany kraj miała miejsce zazwyczaj między USA a Rosją. Teraz pierwszy raz możemy wyraźnie zauważyć konflikt interesów na linii Waszyngton-Pekin. Kto wyjdzie z niego zwycięsko? Ja tego nie wiem, ale na dzien dzisiejszy wyraźnie wygrywają Chinczycy, dlatego Ahmadineżad może spokojnie się zbroić, nie tylko konwencjonalnie.
poniedziałek, 19 maja 2008
Mocarstwowe dążenia Iranu - konflikt zbrojny czy "zimna wojna"?
W związku z ostatnią wizytą amerykańskiego prezydenta George'a W. Busha na Bliskim Wschodzie po raz kolejny nasuwa się pytanie, czy Amerykanie oraz ich sojusznicy są w stanie zatrzymać atomowe dążenia Teheranu. Jeśli doszłoby do inwazji na Iran to przewaga technologiczna amerykańskiej armii bez wątpienia przyniosłaby jedynemu supermocarstwu na świecie pewne zwycięstwo - jednakże niewiadomą byłby potencjalny odwet ajatollahów; w ogniu mógłby stanąć niemalże cały Bliski Wschód. Mało prawdopodobne jest to, aby potencjalny konflikt przeniósłby się na europejskie ziemie, a to z powodów czysto logistyczno-technicznych (Iran nie posiada aż tak mocnych środków rażenia) - jedyne co można byłoby się spodziewać to akcji terrorystycznych na wzór Al-Kaidy czy też akcji irańskich agentów (coś na wzór akcji libijskich agentów z lat. 80, typu Lockerbie, itp.). Wojna z Iranem bez wątpienia odbiłaby się bardzo negatywnie na świecie, biorąc pod uwagę podłoże ekonomiczne; niemal pewne wtedy wstrzymanie dostaw ropy naft. przez Iran, oraz co gorsza zablokowanie Cieśniny Ormuz czy zbombardowanie pól naftowych w pobliskich krajach - bez wątpienia wywołałoby to kryzys ekonomiczny, ale na pewno nie aż tak poważny jak ten z lat 30. Potencjalny kryzys ekonomiczny najbardziej odczuyłyby Stany Zjednoczone oraz ..... Japonia, będącymi głownymi importerami ropy naftowej z krajów Zatoki Perskiej (ponad 80% ogólnego eksportu tego surowca). Kraje europejskie importują rocznie z rejonu Zatoki Perskiej 183 miliony ton, z Rosji 164 mln ton a z Afryki 44 miliony ton ropy - Europa z trudem bo z trudem, ale jakoś dałaby radę przetrwać potencjalny kryzys. A my Polacy byśmy specjalnie skutków ataku na Iran nie odczuli (oczywiście poza wzrostem cen rynkowych tego surowca), gdyż nasz kraj nie importuje ropy z krajów Zatoki Perskiej (Więcej), więc Polska o ewentualne dostawy ropy nie powinna się martwić (zakładając się, że Rosjanie nie wywiną nam jakiegoś numeru). Abstrahując od rozważań stricte ekonomicznych, nie można mieć pewności czy w ogóle dojdzie do wojny z Iranem. Należy mieć nadzieję, że nie, aczkolwiek brak woli jakiejkolwiek współpracy z obu stron (a co gorsza brak wzajemnego zaufania) może spowodować, że wojna może być nieunikniona (prawdopodobnie jedynie inwazja powietrzna). Ostatnio w mediach stosunkowo cicho jest o Iranie - oby to tylko nie była "przysłowiowa cisza przed burzą". Ostatnie wyraźnie rozbieżne stanowiska Busha oraz Obamy ws. Iranu, coraz bardziej skłaniają mnie w stronę, że Bush widząc potencjalną nieudolność Baracka Obamy w polityce zagranicznej (zakładając, że zostanie on nowym prezydentem USA), po prostu do świętęgo spokoju może zdecydować się na koniec kadencji na atak na Iran, który wbrew pozorom obecnie nie stanowi aż tak wielkiego bezpieczeństwa dla światowego porządku. Jeśli w ogóle nastąpi atak na Iran, to w najmniej spodziewanym momencie - izraelskich nalotów na syryjskie instalacje nuklearne i wojskowe (czy też wcześniej na irackie obiekty) też się nikt nie spodziewał, dlatego były one takie skuteczne. Tylko dobrze przygotowany atak z zaskoczenia przez armię amerykańską czy izraelską może przynieść pożądane rezultaty- tutaj pojawia się pole popisu dla strategów, służb wywiadowczych czy też nawet informatyków wojskowych; skuteczny atak izraelski na Syrię był możliwy głównie dzięki zwycięskiej wojnie Izraela w cyberprzestrzeni. Dążenie Amerykanów do zbudowania tarczy antyrakietowej może sprawiać pozory że Amerykanie mogą dopuszczać możliwość niezaatakowania Iranu, czy też co bardziej możliwe, nieskuteczne zniszczenie irańskiego programu nuklearnego, gdyby mialoby do ataku dojść. Jednakże największym zagrożeniem w przypadku posiadania broni atomowej przez Iran, nie są sami ajatollahowie - fakt, że Iran nigdy nie wywołał wojny, jest częstym argumentem przytaczanym przez osoby przeciwne inwzaji na Iran. Świat najbardziej obawia się (i myslę, że słusznie), że wiele państw arabskich ruszy ze swoimi programami nuklearnymi, a wtedy nad tym już nikt nie zapanuje. O animozjach na linii Arabowie-Persowie, a zwłaszcza szyici-sunnici, nie trzeba chyba wspominać. Można by rzecz ironicznie, że niech sobie posiadają te bombki na Bliskim Wschodzie, mało prawdopodobne by przywódcy tamtych państw zaatakowali nimi Europę, szybciej siebie wzajemnie "wyplenią". Jednakże dopóki broń atomowa znajduje się w rękach państw, czy też reżimów, to teoretycznie jest ona "bezpieczna". Jednakże niestabilność rządów, reżimów w krajach muzułmańskich powoduje, że każdy zamach stanu w arabskim mocarstwie atomowym może spowodować, ze broń atomowa znajdzie się w nieodpowiednich rękach (np. w rękach panów z Al-Kaidy) , a wtedy ta broń atomowa będzie już bardzo "niebezpieczna" (również dla Europy). Jedyne państwo muzułmańskie posiadające broń atomową to Pakistan, a wiadomo co się działo w tym kraju w zeszłym roku i większość świata modliła się o to, aby przypadkiem Musharraf nie został obalony. Powrót
"I stał się cud" - stwierdzenie to niemalże idealnie pasuje do faktu, że po aż ponad czteromiesięcznym zawieszeniu jakiejkolwiek działalności internetowej przeze mnie wszystko wraca do normalności. Natłok różnych obowiązków, głównie w sferze zawodowej oraz osobistej, spowodował że opcja numer trzy, jaką było prowadzenie internetowej działalności publicystycznej nie miała prawa "bytu" w moim napiętym harmonogramie. Jednakże tęsknota nad tym co się robiło z wielką przyjemnością, co przysparzało wiele komplementów, sukcesów, jak również pewnych porażek, okazała się być zbyt silna. Drodzy Internauci, a zwłaszcza wszystkie osoby regularnie czytające mojego bloga - informuje uroczyście, że ja Grzegorz Jakubczyk, z dniem 19 maja 2008 roku wracam do aktywnej działalności blogerskiej. Naczelnym moim zadaniem będzie przekazanie nieznanych faktów z różnych dziedzin, jak również subiektywnych opinii na temat problemów świata XXI wieku. Pasja oraz determinacja, a zwłaszcza jakże miłe maile osób odwiedzających bloga, dodają mi ogromnej siły w tym co robię. A zamierzam wnieść jak najwięcej od siebie i ciągle się rozwijać - możliwość przekazania wiedzy czy też informacji choć jednej osobie jest dla mnie wielkim sukcesem i powodem satysfakcji. Jeśli chodzi o moją działalność publicystyczną, to nigdy nie miałem nawyku "spocząć na laurach", dlatego też plany na najbliższe miesiące są bardzo ambitne - co z tego wyjdzie, to się okaże wraz z kolejnymi mijającymi tygodniami, a o wszystkim będę informował na bieżąco. A owe plany niech jak narazie pozostaną moją tajemnicą - człowieka poznaje się po czynach, a nie po słowach (albo jak niektorzy lubią to mówić, faceta poznaje się po tym jak kończy, a nie jak zaczyna). Pozdrawiam wszystkich czytających, a zwłaszcza ludzi zainteresowanych problemami tego świata.
czwartek, 17 stycznia 2008
Szyicko-sunnicki "most śmierci" ponownie otwarty? (GRZEGORZ JAKUBCZYK)
Kadimija jest główną szyicką dzielnicą Bagdadu, położoną nad rzeką Tygrys. To właśnie tutaj znajduje się świątynia imama Al-Kazima, siódmego spośród dwunastu szyickich imamów, prześladowanego i zmarłego w więzieniu w Bagdadzie w 799 r. Meczet ten jest co roku miejscem pielgrzymek milionów szyitów. Obecnie do świątyni również ciągną tłumy wiernych, chcących uczcić śmierć największego z szyickich imamów, al-Hussaina, w związku z przypadającym islamskim świętem Muharram. Z drugiej strony rzeki znajduje się sunnicka dzielnica Adhimija, gdzie znajduje się świątynia Abu Hanifa, jednej z najświętszych postaci sunnickiego islamu. Przez dekady te dwie starożytne dzielnice, były łączone 270-metrowym mostem. "Ten most był nazywany mostem imamów, jednakże nigdy nie nadano mu nazwy konkretnego imama ze względu na chęć uszanowania świętości szyitów oraz sunnitów" - powiedział Nagui Mohamed Abdel Hussein, bagdadzki prawnik. "Most ten był ekonomiczną oraz religijną linią życia obu dzielnic, wszystko przez niego przechodziło: jedzenie, dostawy oraz ludzie. Ten most łączył obydwie dzielnice" - dodał mężczyzna. Jednakże w 2005 roku most ten został zamknięty, po tym jak prawie 1000 szyickich pielgrzymów zginęło w panice, po tym jak została rozpuszczona plotka, że wśród tłumu ludzi znajduje się zamachowiec-samobójca. Irackie władze zdecydowały się na zamknięcie mostu, gdyż obawiały się zamachów terrorystycznych na moście, oraz w jego pobliżu. Jednak jak podaje agencja Associated Press, mimo zamknięcie mostu, w 2007 roku w dzielnicy Azamija zginęło co najmniej 81 osób, a w dzielnicy Kazimija - 54 osoby. Władze irackie postanowiły w związku z poprawiającą się sytuacją w irackiej stolicy, ponownie otworzyć most - poinformował o tym rzecznik irackiej policji, Quassim Al-Moussawi. Amerykańscy dowódcy wojskowi zasugerowali, że na moście mogą zostać ustawione punkty kontrolne, gdyby okazało się, że używanie mostu przez szyitów oraz sunnitów może zwiększyć niebezpieczeństwo przeprowadzania zamachów terrorystycznych. Warto dodać, że sunnicka dzielnica Azamija znajduje się nad wschodnim brzegiem tygrysu, zdominowanego przez szyitów, znanego jako Rusafah, z kolei dzielnica szyicka Kazimija znajduje się w okręgu Karkh, będącą zdominowaną przez sunnitów na zachodnim brzegu Tygrysu. Przez ponad dwa lata jak most był zamknięty, mieszkańcy obu dzielnic żyli względnie spokojnie, głównie ze względu na brak kontaktu z "przeciwną" mniejszością islamską, więc nie ulega wątpliwości, że ponowne otwarcie mostu pozwoli "wymieszać" szyitów i sunnitów. Niestety, wiele osób w tym naturalnym procesie dostrzega bardzo duże niebezpieczeństwo. Dzielnica Azamiya jest obtoczona murem o wysokości kilku metrów, który ma za zadanie chronić dzielnicę przed zagrożeniem szyickim. Większość dróg w tej dzielnicy jest zamkniętych. Działająca do niedawna tutaj Al-Kaida w Iraku została stąd przepędzona, po tym jak miejscowi mężczyźni chwycili za broń, którzy to teraz patrolują ulice. Oni jednak uważają, że ciągle jest za wcześnie na ponownie otwarcie mostu, gdyż rany są ciągle bardzo świeże. "Jeśli oni otworzą most, to może być znowu niebezpiecznie" - powiedział jeden z mieszkańców sunnickiej dzielnicy. "Wy chcielibyśmy aby most był otwarty, gdyż w ten sposób wiele ludzi mogłoby robić zakupy, chodzić do pracy, jednakże lepiej dla wszystkich będzie, jak most ten będzie nadal zamknięty. Chcielibyśmy również zobaczyć dobrą wolę z drugiej strony" - dodaje mężczyzna. Podczas ostatnich dwóch spotkań zorganizowanych w Adhamiji, lokalni liderzy sunnickiej społeczności zagrozili, że zablokują fizycznie dostęp do mostu, jeśli władze zdecydują się na ponowne otwarcie mostu. Argumentowali oni swoje stanowisko tym, że obawiają się szyickiej milicji, która pod przykrywką służb bezpieczeństwa, może przeprowadzać ataki na sunnicką dzielnicę. "Są ciągle problemy po obu stronach" - powiedział agencji Associated Press, Daoud Al-Azami, miejscowy urzędnik rady miejskiej. "Istnieją uzasadnione obawy, że most nie będzie właściwie kontrolowany, dlatego może być wykorzystywany przez obie strony do przeprowadzania ataków" - dodaje mężczyzna. Hazem Al-Aaraji, lokalny przedstawiciel Moqtady Al-Sadra, powiedział, że o wiele lepiej byłoby aby lokalni przywódcy religijni próbowali się porozumieć ze sobą od stawiania checkpointów oraz innych fortyfikacji bezpieczeństwa. Wzajemne animozje sunnicko-szyickie utrudniają politykę irackiego rządu, próbującego osiągnąć pojednanie narodowe poprzez znoszenie kolejnych ograniczeń, które mają za zadanie zwiększyć bezpieczeństwo, jednakże mogą wywołać efekt odwrotny. Iracki boom gospodarczy (GRZEGORZ JAKUBCZYK)
Iracka gospodarka powinna sie dynamicznie rozwijać w przyszłym roku, pomimo problemów politycznych oraz panującej destablizacji bezpieczeństwa - ogłosił Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW). Ekonomiczne reformy, takie jak wzmocnienie roli banku centralnego, zmniejszająca się inflacja oraz restrukturyzacja dwóch największy funduszy społecznych, powinny się przyczynić do dużego wzrostu gospodarczego - poinformował w środę MFW. Mohsin Khan, dyrektor Departamentu Międzynarodowego Funduszu Walutego ds. Bliskiego Wschodu oraz Centralnej Azji, powiedział: "Znacząca poprawa powinna być już widoczna w drugiej połowie bieżącego roku". Khan dodał, że iracki Produkt Krajowy Brutto w 2009 roku powinien wzrosnąć o siedem procent. Pieniądze te powinny w głównej mierze pochodzić ze zwiększenia sprzedaży ropy naftowej oraz ze wzrostu sprzedaży usług detalicznych. Jednakże, jak dodaje Khan, Irak, który z trudem od pięciu lat próbuje przywrócić stabilizację w kraju, w związku z amerykańsko-koalicyjną agresją, "będzie ciągle potrzebował pomocy, szczególnie w sferze bezpieczeństwa". Wydobycie ropy naftowej stanowi ponad 70 procent irackiego Produktu Krajowego Brutto. Międzynarodowy Fundusz Walutowy przewiduje, że w 2008 roku irackie wydobycie ropy naftowej powinno wzrosnąć o 200 tys. dziennie, do poziomu 2,2 mln baryłek. W ubiegłym roku Irak uzyskał ze sprzedaży ropy naftowej 27 miliardów dolarów, o 6 miliardów więcej niż prognozowano. 19 grudnia 2007 roku Międzynarodowy Fundusz Walutowy zgodził się udzielić Irakowi kredyt w wysokości ponad 744 mln dolarów, zaledwie w tydzień po tym jak kraj ten spłacił 471 mln pożyczki. |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Co nieco o mnie
Moje strony
Oto moje artykuły
Polecane blogi
Serwisy zagraniczne
|